Kłopot z nową książka sir Kena Robinsona

kreatywne-szkoly_okladka_na-strone8

Ken Robinson & Lou Aronica, Kreatywne szkoły – oddolna rewolucja, która zmienia edukację, przełożył A. Baj, Wydawnictwo Element, Kraków 2015, s. 317, cena – 38 zł.

Ukazała się długo oczekiwana, przynajmniej przeze mnie, książka sir Kena Robinsona, wielce zasłużonego dla promocji tematyki kreatywności i nauczania twórczości profesora edukacji, mówcy o światowej sławie, badacza i szefa wielu ważnych komisji reformujących oświatę na świecie, poświęcona – jakoby –„kreatywnym szkołom”. To kolejna książka tego autora, napisana wespół z Lou Aronica, wydana przez krakowskie wydawnictwo Element i przetłumaczona przez Aleksandra Baja („Oblicza umysłu”, „Uchwycić Żywioł”, „Odkryj swój Żywioł”). Kłopot z książką „Kreatywne szkoły” jest według mnie taki, iż jest to mądra, przemyślana publikacja, pełna pouczających przykładów różnych szkół i reform szkolnych, jak również nakreślająca autorski projekt jakościowej zmiany w edukacji, ale nie jest to książka o kreatywności w szkole w sensie stricte. Ken Robinson krytykując współczesny system szkolny, głównie w USA, stawia trafne diagnozy oskarżające proces standaryzacji nauczania za regres jakości pracy szkół („Ruch standaryzacji zawodzi w osiąganiu celów, które sam sobie postawił” – s. 50). Na tym tle opisuje dogłębnie autorski projekt edukacji spersonalizowanej, oparty na czterech głównych celach wychowania, wyborze kilku głównych zasad programowych, wśród których jest miejsce na kreatywność, ciekawość poznawczą i rozpoznawanie uzdolnień, a także spersonalizowanych (zindywidualizowanych) treściach nauczania i metodach oceniania. To bardzo interesujący projekt, nawiązujący już do znanych w pedagogice i dydaktyce modeli kształcenia, tyle że projekt bardzo ogólny i nie dotyczący tytułowych „kreatywnych szkół”. Owszem, twórczość w szkołach według modelu Robinsona ma stanowić jedną z czterech ważnych osi programowych, ale Autor nic nowego o niej nie pisze, czego by nie napisał w starych pracach. Odwołaniu się do prac naukowych, publicystyki oraz własnych doświadczeń edukacyjnych i naukowych towarzyszą liczne opisy przypadków szkół i liderów reform, które mają ilustrować wagę omawianych kwestii. Są to przykłady dobrze dobrane i mogą stanowić inspiracje dla polskich reformatorów edukacji, tylko że w gruncie rzeczy opisują udane zmiany w ubogich środowiskach amerykańskich lub dotyczą kształcenia uczniów w środowiskach wielokulturowych. Ten wybitnie amerykański punkt widzenia na zmianę edukacyjną (Autor od wielu lat mieszka w Kalifornii) nie pomaga w lekturze.

Osobny kłopot z książką miałem w aspekcie jej tłumaczenia. Aleksander Baj przetłumaczył książkę bardzo szybko – mam jej wersję oryginalną, amerykańską, która ukazała się zaledwie kilka miesięcy temu. I mam do tłumaczenia wiele uwag, wspomnę tylko o dwóch. Learning Through Drama tłumacz podaje jako „Nauka przez dramat” (s. 100) i powtarza to wielokrotnie, co jest błędem, albowiem nie chodzi tu o naukę przez teatr i jego podstawowy gatunek (dramat), lecz o nauczanie przez dramę, a to z punktu widzenia dydaktyki i jej swoistej metody, jaką jest drama, jest czymś zupełnie innym. Podobnie przetłumaczenie hight-stakes testing jako „egzaminy doniosłe”, a Slow Education jako „Powolna Edukacja” nie jest najszczęśliwsze. Wydaje mi się, iż zatrudnienie do wydania tak ważnej książki redaktora naukowego byłoby dobrym pomysłem, wzmacniającym jakość polskiego wydania.

W sumie czytelnik polski, zwłaszcza dyrektor szkoły, polityk oświatowy i badacz systemów szkolnych, otrzymał ważną publikację wartą uważnej lektury i dyskusji. Niestety, pedagogika twórczości za dużo na tej pracy nie skorzysta, gdyż – podobnie jak wiele innych książek i artykułów o nowoczesnej szkole i reformach –„kreatywność” występuje tu jako modne hasło bez należytej elaboracji. Ale przeczytać publikację sir Kena Robinsona zawsze warto!

Krzysztof J. Szmidt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *