Kod talentu. Jak zostać geniuszem

Mało znane wydawnictwo warszawskie “Penelopa” opublikowało właśnie książkę amerykańskiego dziennikarza, Daniela Coyle`a, w której dociekliwy autor zaczął narrację od myślenia pytajnego: co sprawia, że biedny klub rosyjski z jednym kortem wychował więcej światowej klasy tenisistek, niż całe USA? Jak uboga wioska w Anglii wydała na świat trzy wybitne pisarki? Jak to się dzieje, że biedne osiedla brazylijskie ciągle wychowują najlepszych piłkarzy na świecie, a mała wyspa karaibska – znakomitych graczy baseballu? Jednym słowem, dlaczego w takich miejscach rodzą się, a właściwie rozwijają talenty? Autor rozpoczął swoje dziennikarskie badania od odwiedzin tych środowisk, przepytał trenerów i wychowawców. I znalazł odpowiedź: wszystko to przez mielinę, a właściwie przez “pogłębione ćwiczenia”. Mielina to istota biała (otoczka) pokrywająca aksony i stanowiąca jakby izolację włókien, przez które przechodzi sygnał elektryczny w naszym układzie nerwowym. Rozwija się ona w miarę ćwiczeń i nabywania wprawy w danej dziedzinie. Owe ćwiczenia, które uruchamiają układ nerwowy, budują również według autora warstwę otoczek mielinowych. A zatem pasja w jakimś zdolnym działaniu służy mózgowi, a ten odpowiada talentem. Tytułowy “kod talentu” wygląda więc tak: zapłon, czyli bardzo silny bodziec uruchamiający motywację do ćwiczeń plus mistrzowski trening pod okiem dobrego fachowca plus pogłębione ćwiczenia równa się talent. Jak pisze autor: “Praktyka czyni mielinę, a mielina czyni mistrza” (s. 46).
Oczywiście książka Coyle`a jest jeszcze jedną próbą znalezienia jednego jedynego, głównego czynnika, od którego zależy rozwój zdolności, najlepiej czynnika biologicznego. To sytuuje autora po stronie natywistów. Ale odwołanie się do koncepcji pogłębionych ćwiczeń, wymagających energii, pasji i zaangażowania (“motywacyjnego paliwa”), nasuwające na myśl czynnik Renzulli`ego, określany jako “zaangażowanie w zadanie”, wydaje się z punktu widzenia pedagogiki zdolności trafne i zgodne z badaniami empirycznymi. Autor w wielu przypadkach daje świadectwo swojej niewiedzy i braku orientacji w koncepcjach zdolności, ale kompensuje to iście dziennikarskim zapłonem. Książkę czyta się więc z zainteresowaniem, choć tłumaczowi i wydawcy trzeba wyraźnie powiedzieć, że Maria Montessori była kobietą, szkoły nie są “Waldorffa”, a J.S. Bach nie napisał żadnego koncertu na wiolonczelę.. Do mojego sztambucha z definicjami na wesoło trafiła myśl A. Ellisa: “Nerwica to tylko górnolotna nazwa na użalanie się nad sobą” (s. 218), oraz powiedzenie Władimira Horowitza: “Jeśli nie będę ćwiczył choć jednego dnia, zauważę różnicę. Jeśli ominę dwa dni, moja żona zauważy. Po trzech dniach bez ćwiczeń, zauważy cały świat” (s. 92). Mimo wielu uproszczeń książkę polecam poszukiwaczom ciekawych odpowiedzi na ciekawe pytania.

K.J. Szmidt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *