Popas Letni PSK “Zelwa 2005” zakończony

W dniach 24-31 lipca br odbył się V Popas Letni PSK, tym razem w Zelwie koło Sejn na Suwalszczyźnie. Z daleka od szosy i blisko granicy z Litwą (5 km), nad cichym i czystym jeziorem Zelwa. W Popasie udział wzięli (wedlug zakwaterowania w domkach):
– Dorota Kulesza z córkami Olą i Zuzią, z Niepołomic;
– Iwona i Krzysztof Szmidtowie oraz ich chrześnica Olga Szkudlarek z Łasku;
– Edward Domagalik z Warszawy oraz Janusz Ziarnik z Dobronia;
– Monika Just z córką Patrycją; okazjonalnie byl też Andrzej Just z Łodzi;
– Marta Szczygłowska z mamą Basią Szczygłowską z Warszawy i Wyszkowa;
– Monika Modrzejewska-Świgulska z Łodzi, Magda Ciechańska z Warszawy i Ania Przybylska z Poznania;
– Beata Krasny z synem Michałem z Krakowa;
– Alicja i Jacek Goncerzewiczowie z Bydgoszczy wraz z psem Portosem-Portugalczykiem;
– Beata Kaszewska wraz z mężem Jackiem i dziećmi z Ostrołęki.
Pogoda dopisała, choć od czasu do czasu popadało. Były więc liczne kąpiele w jeziorze, plażowanie, łowienie ryb, kajakowanie, brodzenie tu i tam oraz inne sporty wodne i plażowe (mecz siatkówki pomiędzy “Nieugiętymi” Zelwa a “Okrzykiem” Giby wygrał ten pierwszy zespół), wycieczki rowerowe i spacery. Były niekończące się rozmowy, ogniska i imprezy imienionowe (w kolejności Krzysztofa, Anny i Marty), śpiewy przyogniskowe i świetlicowe przy łodzi, która pełniła funkcje stołu. I przede wszystkim dużo zwiedzania: odwiedziliśmy zespół poklasztorny w Wigrach, popłynęliśmy Papieskim szlakiem po Wigrach, widzieliśmy zabytki Sejn, dwór w Krasnogrudzie (bywał tam Miłosz), skansen w Puńsku, no i cały dzień spędziliśmy w Wilnie. Ten i ów zjadł w Wilnie prawdziwe kołudny i bliny, wszyscy byli pod Ostrą Bramą. Ale nie stwierdzono, żeby gryka była jak śnieg biała, świerzop był bursztynowy, a dzięcielina pałała panieńskim rumieńcem. Jedynie pola wydawały się być malowane zbożem rozmaitem. Były również szykany twórcze: nasz Popasowy – Janusz Ziarnik zaproponował, by grupy ‘domkowe” “pokazały’ co się działo na chwilę przed uwieńczeniem pewnych scen na obrazach Jacka Malczewskiego. Trzeba było więc wymyślić fabułę, pokazać ją aż do stop-klatki, będącej obrazem. Rezulaty okazały się bardzo ciekawe, talentem błysnęły dzieci i Edward (można się będzie o tym przekonać oglądając zdjęcia popasowe).
W mojej opinii V Popas był bardzo udany, nie przeszkodziła nam ani opryskliwa Pani Kierowniczka Ośrodka Wędkarskiego, ani “takie sobie” warunki zakwaterowania, ani komary, które z różnych “offów’ nic sobie nie robiły. Jeszcze raz się okazało, że gdy: 1) dobierze się świetne towarzystwo; 2) dopisze pogoda, to nic nie jest w stanie popsuć wakacji i wkurzyć popasowiczów (bezokolicznik “wkurzyć”został pzeze mnie użyty celowo – kto byl w Zelwie, ten wie!).
Oby tak dalej! Dziekuję naszemu Popasowemu, Januszowi Ziarnikowi, za wysiłek włożony w przygotowanie i poprowadzenie Popasu, za obronę naszych praw przez Kierowniczką i za całokształt. I już teraz zapraszam czlonków PSK i ich rodziny do VI Popasu Letniego w 2006 roku.

Krzysztof J. Szmidt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *