Prof. A. Nalaskowski – Pedagogiczne złudzenia, zmyślenia, fikcje

Oto najnowszy tom szkiców i esejów A. Nalaskowskiego – jak zwykle u tego autora mocno kontrowersyjnych, a przez to bardzo ciekawych. Jest ona, jak sam pisze, “rezultatem zmagań autora z własną rutyną” i próbą poważnej dyskusji o znaczeniu i obumieraniu idei w teoriach pedagogicznych. Naszych członków z pewnością zainteresuje niewielki podrozdział pt. “Twórczość dla każdego” (s. 76-79), w którym ten znany dotychczasowy propagator nauczania twórczości, włączenia jej do celów edukacji, przechodzi na pozycje konserwatyzmu i tradycyjnego rozumienia twórczości jako zdolności, której nie da się nauczyć. Przygotowuję dłuższą polemikę z tezami prof. Nalaskowskiego, bo z wieloma się nie zgadzam i postrzegam je jako wielce niebezpieczne dla pedagogiki twórczości, w tym miejscu przytoczę jedynie parę twierdzeń uczonego z Torunia. Przekonanie, że każdy może być twórczy, a tym samym może poszukiwać i mieć coś do znalezienia jest w opinii Nalaskowskiego “jedną ze szkodliwszych w pedagogice oczywistości” (s. 76). Uczyć można “wyłącznie tego, co się wie, a nie tego, czego się poszukuje” (s. 77). Autor, chyba nie zdający sobie sprawy z tego, że tym jednym zdaniem zabija całą heurystykę, metodologię badań i własne seminaria naukowe, ponadto model uczenia się problemowego, szkoły mistrzów i opowiada się za wiedzą jałową, a nie płodną i pytającą, pisze dalej: “Hasło poszukiwania uwodzi urodą literacką, ale buduje wyłącznie fasadową fikcję” (s. 77). I powtarza po raz kolejny romantyczną mantrę, której przeczy wiele najnowszych badań psychologów twórczości i psychologów pozytywnych: że twórczość w żadnym razie nie oznacza bycia szczęśliwym. A wystarczyłoby przeanalizować badania Csikszentmihalyi’ego, Ljubomirsky, Seligmana czy innych badaczy szczęścia i cnót, by ten przesąd zrodzony z analizy biografii nieszczęśliwych twórców pokroju Witkacego, Woolf czy Beethovena nieco zweryfikować i dostrzec zadowolonych z życia Haydnów, Gatesów, Przyborów oraz całe szeregi uśmiechniętych wynalazców i naukowców, mających pokaźne konta bankowe jako owoce twórczości i bilansujących swoje życie jako pomyślne i dobre. Polecam całą książkę, pełną równie kontrowersyjnych idei, jak i ten rzeczony rozdział, w którym autor “Społecznych uwarunkowań twórczego rozwoju jednostki” utożsamia treningi twórczości wyłącznie z zabawą i “szkołą budowania egoistycznie dobrego samopoczucia”.

KJSZ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *