VIII LETNI POPAS PSK WYSOWA ZDRÓJ’ 2008

W sobotę 2 sierpnia zakończył się kolejny Popas Letni PSK, tym razem w pięknej Wysowej Zdrój. Należy się cieszyć, iż Popas w ogóle doszedł do skutku – przynajmniej w opinii piszącego te słowa był nadzwyczaj udany.
wysowa2008
Uczestniczyli:
– Ania z Poznania i Monika z Łodzi
– Magda i Ela z Warszawy
– Lidka z Popradu, Ela z Łodzi i Krysia z Warszawy
– Beata z synem Michałem z Krakowa
– Magda z Pawłem z Poznania
– Asia z Łasku-Kolumny
– Alicja i Jacek z Bydgoszczy
– Iwona i Krzysztof z Łasku

W sumie szesnaście osób, zarówno weterani popasowi, jak i nowicjusze.

Miejsce:
Wysowa Zdrój okazała się być ujmująco piękną (vide zdjęcia), cichą, pełną spokoju i wód mineralnych miejscowością sanatoryjno-górską, z której roztaczają się szerokie widoki na najwyższe wzniesienia Beskidu Niskiego (Ostry Wierch, Lackowa, Kozie Żebro). Do tego dochodzą małe cerkiewki, krzyże przydrożne beskidzkie, puste szlaki przemierzane przez nielicznych starych repów górskich, pobliskie miasteczka słowackie, wody mineralne na każdą przypadłość i na każde (poza Beaty) gardło, dla chętnych basen i park zdrojowy. No i klimatyczna karczma łemkowska – “Gościnna Chata” – do której co wieczór szliśmy na drugą kolację i jedliśmy kartacze, haluszki, prawdziwki pod pierzynką serową, czy zlepieńce z jagodami lub śliwkami. Cymes! Większość z nas mieszkała w nowym pensjonacie “Emilia” państwa Anety i Arkadiusza Okarmów, trzy inne gracje – w domu ich rodziców, a Asia wraz z dziećmi i mamą – w Ośrodku Wczasów Rodzinnych “Zacisze” (ok. 4 km od “Emilii”). Spotykaliśmy się na popasy w “Emilii”, która okazała się pensjonatem z dużą klasą (dwie gwiazdki). Gospodarze przemili i uczynni, wsłuchani w głos ludu. I gdyby tylko posiłki były bardziej rdzenne lokalnie, surówkowe i deserowe, to byłaby stuprocentowa satysfakcja z miejsca Popasu.

Aktywność:
Do podstawowych form aktywności popasowiczów należały w kolejności uprawiania:
1) rozmowy, gadania, zwierzania, dialogi, monologi …
2) kilkurazowe dziennie pobieranie wód mineralnych: Henryka, Józefa II, Anny, Franciszka i Słonego w pięknie wyremontowanej pijalni wód (Henryk okazał się w opinii większości najsmaczniejszy, a Anna – brrrr, Franciszek za to najlepszy na zespół dnia następnego);
3) desery w “Starym Domu Zdrojowym”, który podnoszą pięknie z niedawnego upadku nowi młodzi właściciele i serwują takie tiramisu, że strach;
4) spacery, chodzenie tam i siam, wędrówki dzienne i nocne, szwędanie się i kroczenie deptakowo-krupówkowe;
5) zwiedzanie (o tym poniżej);
6) wędrówki górskie.

Zwiedzanie. Odwiedziliśmy:
1) Krynicę Zdrój (a tam wody, deptaki, muzeum Nikifora, wjazd na Jaworzynę Krynicką – niektórzy jak Ela z Magdą zeszły własnonożnie, paciorki i miody);
2) Biecz – urokliwe miasteczko z zachowanymi zabytkami dawnych wieków (kolegiata, muzeum w Baszcie Kowalskiej, rynek);
3) Bardejow – przepiękne miasteczko na Słowacji z rynkiem, jaki nie ma sobie równych w Europie, kościół i wieżę Św. Elgidia, potem Bardejowskie Kupele, czyli Bardiów Zdrój, gdzie pływanie w “bazenie”;
4) cerkwie pobliskie i dalsze w Blechnarce, Uściu, Ropie, Zdyni itd.;
5) Kamianną – stolicę polskich pszczelarzy, w której działa Dom Pszczelarza założony przez ks. dr H. Ostacha, pełniący funkcję centrum myśli pszczelarskiej – tam zakupy różnego rodzaju miodów wrzosowych, rzepakowych i in.

Wędrówki górskie. Odbyliśmy:
1) lekko błotną wycieczkę (po niedawnych tygodniowych deszczach) do Cigielkova na Słowacji przez przełęcz o tej samej nazwie (650 m npm.) – widoki na stronę słowacką jakich nie ma w niskim Beskidzie Niskim, a w samej wsi najwięcej czasu zajęło nam popasanie przy Potrawinach;
2) wędrówkę przez Blechnarkę na Przełęcz Wysowską (610 m npm.) i wokół Wysoty (780 m npm.) – a tam krzyże przydrożne beskidzkie, cerkiew, cmentarze z I wojny światowej, maliny i cicho… pusto ….

Kąpiele
Były kąpiele słoneczne i wodne w Jeziorze Klimkówka (przepiękne jezioro zaporowe na Ropie – “zagrało” jako Dniepr w “Ogniem i mieczem” Hoffmana), było pływanie rowerami w scenerii górskiej i “ręczne” w bazenie bardejowskim. Pogoda przez cały Popas była nadzwyczajna, dopiero ostatniego dnia, gdy część z nas była w Krynicy, rozszalała się burza jakich mało i w godzinę Krynica została częściowo podtopiona (grad jak czereśnie!).

Szykany twórcze
W zasadzie odbyła się tylko jedna szykana twórcza, ale za to kilkudniowa – “Ody do wody”. Należało napisać odę do wody mineralnej wysowskiej, która – jak to oda – chwaliłaby jej przymioty, wynosiła cechy ponad miarę i była uroczystym peanem ku czci. Gdy zwrócimy uwagę, że nie wszystkim wody mineralne smakowały (vide Beata, Paweł czy Magda z Poznania), to zadanie stało się nader trudne i wyzywające. Poradzono sobie z nim znakomicie – recytacje ód odbyły się w Paśniku na terenie pensjonatu “Emilia”. O jakości ód będziecie się mogli przekonać, zamierzamy je bowiem upublicznić. Lidka z Zakopanego/Popradu wykonała z pomocą Iwony i Moniki odę śpiewaną góralską. Inna szykana twórcza polegała na tym, że Ania zbierała wtrącane mimochodem w rozmowach zdania o wartości praw naukowych (np. I Prawo Eli o Poziomie Cholesterolu: Im bardziej się ruszasz, tym bardziej ci opada). Również te twórcze prawa zamierzamy opublikować.

W zgodnej opinii popasających Popas wysowski z przyczyn uczestników, miejsca i pogody był bardzo trafiony. Szkoda tylko, że niektórzy na koniec nieco zaniemogli żołądkowo po kartaczach i Henrykach. Zgodnie też uznano, iż dość na razie popasów górskich (Michałowice, Liszna, Bielice, Wolimierz, Wysowa Zdrój – pięć popasów górskich na osiem) – czas na Kaszuby!

Reporter Krzysztof J. Szmidt

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *